
Mam na imię Paulina i jestem wnuczką więźniarki obozu koncentracyjnego Neuengamme- mojej cudownej kochanej Babci Krystyna Razińska.
Dorastałam w przeświadczeniu że świat jest dobry, uczyłam się jak kochać innych ludzi, przebaczać i nie pielęgnować złości w sobie. Rodzice bardzo chronili mnie przed krzywdą, przed wszystkim co niebezpieczne i nie korzystne dla mnie. Jako dziecko nie zdawałam sobie sprawy z wojny, śmierci, braku wolności, czy też głodu. Nie potrafiłam sobie tego wszystkiego wyobrazić, wczuć się w rolę, uwierzyć, że to nie jest zmyślony mit.
Dziękuję Babci za wartości jakie nam przekazała, za to jakim była człowiekiem i czego nas nauczyła. Dziękuję Babci że wychowywała nas w wierze do Boga i miłości. Babcia była najpiękniejsza w całym brudzie wojennym. Tęsknimy za Tobą Babciu, za Twoimi historiami, których mogliśmy słuchać w nieskończoność, za dobrym słowem i dobrą radą. Wojna wiele nauczyła nas wszystkich.
Twoją odwagę Babciu noszę w sobie, już na zawsze.
Jak dowiedziałeś się o historii swojej babci?
Babcia nie opowiadała o wojnie. Opowiadała mi za to bajki i wymyślone historie, gdzie zawsze zakończenie jest pozytywne a dobro zwycięża. Długo nie wiedziałam o Babcinej historii. Tak naprawdę dowiedziałam się o niej w momencie, kiedy Babcia wyjeżdżała do Niemiec, na obchody Wyzwolenie Obozu Koncentracyjnego. Miałam wtedy około 15 lat, czyli byłam w wieku takim samy jak moja Babcia, kiedy została rozdzielona z rodzicami i trafiła do obozu.
Pierwszą osobą, która wtajemniczyła mnie w historię rodzinną była moja mama. Opowiadała mi bez większych szczegółów o Babci i o wojnie, którą przeżyła. Opowiadała mi o co rocznych obchodach u naszych Sąsiadów, oraz innych ludziach, którzy zaznali krzywdy wojennej. Jako nastolatka do końca nie zdawałam sobie sprawy z powagi sytuacji, nie do końca wiadomości docierały do mnie w całości. Kiedy zaczęłam jeździć z babcią do Niemiec zagłębiałam się poważniej w temat i dopytywałam o więcej historii i szczegółów z życia Babci.
Dzisiaj jestem pewna, że Babcia wszystkiego nie powiedziała i wiele cierpienia zabrała ze sobą. Nie chętnie lubiła wracać do przeszłości i mówić o zbrodniach w rodzinnym gronie, czy w wywiadach. Babcia była bardzo cierpliwa i pokorna. To co miało ujrzeć światło dzienne spisała w swoich wspomnieniach na białych kartkach papieru, zachowanych do obecnego momentu. Dzieliła się swoimi przemyśleniami z innymi. Z ogromną radością też przyjmowała zaproszenia do Niemiec. Patrzyłam na Babcię jako bohatera, kogoś jak z filmu, kogoś nadzwyczajnego, niespotykanego i to była Moja Babcia. Byłam z niej bardzo dumna, widziałam szacunek podziw w oczach innych. Widziałam dobro, miłość, przebaczenie i pojednanie. Za to nigdy nie widziałam i z tego też powodu obca dla mnie była złość, zemsta, pogarda. Nawet kiedy Babcia opowiadała o głodzie, biciu, wyrywaniu biżuterii, torturach, mówiła to jak opowiadanie, jakby to nie dotyczyło jej. Nie czuło się żalu w jej głosie, czy chęci zemsty, obrazy. Nigdy nie usłyszałam złych słów o Niemcach. Nie oceniała, nie wymierzała wyroków. Każdy z nas kiedyś zostanie rozliczony ze swoich czynów – tak Babcia często powtarzała.
Jaki wpływ miała historia Twojej rodziny na to, kim jesteś dzisiaj?
Poznawszy większość okrucieństw wojny, moja mama jest zawsze przygotowana na każdy rozwój sytuacji w kraju. W jej domu jest pełno mąki, cukru i zapasów żywieniowych, które mają dłuższą datę ważności.
Biżuteria i cenne skarby, pamiątki są w jednym pudełeczku, aby łatwiej w razie zagrożenia było można zabrać. W momencie kiedy rozpoczęła się wojna Rosji na Ukrainie momentalnie wróciły do mnie obrazy z wojny mojej Babci. Rodzinnie ustalaliśmy plany awaryjne, gdzie i kto z nas ucieknie, aby znaleźć schronienie. To może wydawać się absurdalne, ale taka prawda. W sytuacji poczucia zagrożenia nawet jeśli jest ono mało prawdopodobne nasza rodzina uzbraja się we wszystko co potrzebne, aby chronić siebie – jak żołnierz. Nie bagatelizujemy niczego.
Uczucie takie jak lęk i strach są mi dobrze znane. Mimo, że na zewnątrz można stwierdzić, iż jestem silna jak Babcia, niepokonana i niezniszczalna. To w środku rządzi mną strach i lęk, poczucie bezsilności.
Jakie elementy historii i wartości rodzinnych przekażesz następnemu pokoleniu?
Obecnie jestem mamą 11 letniej dziewczynki. Żyję samotnie i potrafię sama ze wszystkim sobie poradzić. Nie pielęgnuje w sobie złości, jeśli spotka mnie jakakolwiek krzywda. Niektórzy się dziwią i mówią, że jestem za dobra, że jestem dziwna i że trzeba walczyć. Czasem walka to zły sposób na poradzenie sobie z rzeczywistością. Świat jest piękny, tylko my nie umiem tego dostrzegać i problem leży w nas samych , stąd wojny.
Osobiście wolę iść dalej, do przodu., nie oglądając się wstecz i nosić w sobie tylko to co dobre, by móc cieszyć się życiem i czuć się wolnym człowiekiem. Mojej córce przekazuję właśnie te wartości życiowe. Nie opowiedziałam jej historii rodzinnej. Zrobię to jak ukończy 15 lat. Nie dane było poznać Natalce swojej prababci. Udało się tylko wziąć na ręce małą dziewczynkę, prawnuczkę, tuż przed śmiercią mojej Babci.
Przyjaźń i miłość są bardzo ważne. Nie liczą się bogactwa, domy, zabawki, gadżety. Dla mojej córki i dla mnie ważny jest ciepły kąt, jedzenie, bezpieczeństwo i budowanie życzliwych relacji. Może dlatego mimo wielu zawirowań w moim życiu jest mi łatwiej.

